POLECAM!!


:ksiega gosci:

:archiwum:
2010
kwiecień
luty
2007
październik
sierpień
czerwiec
luty
2006
grudzień
kwiecień
2005
grudzień
październik
kwiecień
marzec


:linki:
Sklepy jeździeckie
WWR Shop
X-Horse






Image by: Wistra
HTML by: Wistra
Don't copy!!
okłamali mnie z nadzieją, że uwierzyłem i przestanę chcieć...
Nie pisałam długo, oj długo.

Ale i dużo się wydarzyło.
W ostatni weekend marca byłam zachwycona nową pracą, a raczej jej zarobkami.
Poza tym, dostałam 2 zlecenia na tajemniczego klienta, całkiem fajnie płatne... no bajka, nie mogło być lepiej.
Co zatem wymyśliłam? Że dzwonię do właścicelki Laufra i załatwiam.. dzierżawę? nieee, przecież za 8m-cy dzierżawy byłby mój.
Jadę dogadać się w sprawie kupna.
Pojechałam. Miałam poparcie, znajoma chciała pożyczyć mi 3tys zaliczki.
Siedziałam w stajni prawie 4 godziny, nawet wsiadłam na Laufra.
Byłam pełna optymizmu, właścicelka to przerewelacyjna kobieta, bez problemu się z nią mogłam dogadać.
Uzgodniłyśmy wstępnie, że zapłacę zaliczkę, a później będę konia spłacać w ratach.
Bardzo szczęśliwa pojechałam do domu i... chciałam już przewozić go w poniedziałek do innej stajni.
Jednak nie miałam dla niego nic, a on ma brać udział w zawodach w Swoszowicach, więc podjęłam decyzję, że będzie stał w swojej stajni cały czas, żeby wziął udział w zawodach, a ja spokojnie będę go spłacać.

W poniedziałek miałam jechać podpisywać umowę, jednak nie wypaliło i pojechałam we wtorek.
Nie podpisałam jej. No i zastrzyk gotówki też nie był już w moim zasięgu
Pakowanie się w długi na początku swojego życia zawodowego nie jest dobrym pomysłem, a utrzymanie konia to nie tylko te cholerne 500zł za miesiąc za pensjonat.

Bardzo przepraszam właścielkę Laufra za potok wylanych łez, za to, że zajęłam jej tyle czasu i że niestety musiałam zrezygnować.

Bardzo mnie to boli i przeżywam.
Laufer jak to Laufer - koń, który się do mnie tulił, pod siodłem chodził jak aniołek. I który śni mi się praktycznie każdej nocy.

Kto wie, może nasze drogi kiedyś się jeszcze zejdą?


Chyba dobrze zrobiłam, bo zrezygnowałam z pracy, którą miałam. No niestety, nie dałam rady.
Tzn atmosfera w pracy była rewelacyjna, ale wykonywanie jej było trudne - ludzie rzucali mi słuchawką, więc nie umawiałam spotkań.
Nie umawiałam spotkań, firma nie miała obrotów. Stwierdziłam, że lepiej będzie, jak sama zrezygnuje, bo nie umiałabym tam siedzieć i nie przejmować się "ja wykonuję telefony, reszta mi lotto".
Tak więc nie mam konia i nie muszę się martwić, że nie mam na raty i na utrzymanie, i nie mam pracy, która pozwoliłaby mi na niego uzbierać.

Byłam dziś z bardzo bliską mi rodziną na wycieczce w Ojcowie.
Wracając, oglądali domki.
Kurczę, zazdroszczę. On kocha to co robi i jeszcze mu za to płacą.
Bardzo dużo mi płacą. On miał szczęście, jest w czymś dobry. Nie skończył studiów, a ma taką robotę...
Dlaczego ja nie mam takiej możliwości?
Dlaczego nie ma czegoś, w czym jestem NA PRAWDĘ dobra i w czym jest praca?


Smutno.




Dzień: 2010-04-18
Godzina 22:15:36



Czas oczekiwania i nauki cierpliwości
Bo ja to bym chciała, żeby on JUŻ był mój.
A ja dopiero od poniedziałku zaczynam pracę.
Jeśli założę, że każdą podstawową (bez prowizji) wypłatę będę odkładać na Laufra, będzie on mój za 8m-cy.
To i tak miesiąc później, niż mam urodziny, więc nie będzie tym prezentem, albo będzie prezentem spóźnionym.

Mimo, że Gałgan nie jest jeszcze mój, a widziałam go 1.5tyg temu, to śni mi się prawie każdej nocy.
Nie wiem, czy to dobrze.

Być może nie, może za bardzo to przeżywam.
No ale skoro jest możliwość, że będziemy już RAZEM i nie stracę go znów, to czemu nie skorzystać?
Albo chociaż spróbować...

Pewnie byłoby szybciej, gdyby Laufer miał złe warunki życiowe - wtedy podpięłoby się go pod jakąś funację (to w nawiązaniu do tego, co ostatnio o fundacjach się dowiadujemy na re-volcie) i byłby konik! :D


ALE!
Laufer jest ABSOLUTNIE zadbany, zdrowy i NIC mu nie zagraża.
Może na mnie poczekać.
Bez proszenia na forum - wpłaćcie mi xxzł, bo to taki a taki konik.

O! Taki konik (był 14? 15? lat temu)





Dzień: 2010-02-26
Godzina 16:54:25



3 lata i wszystko wraca....
Tak jest.
Dziś byłam na rozmowie w sprawie dzierżawy Laufra.
Jednak dzierżawa wychodzi bardzo drogo i za kilka miesięcy dzierżawy mogłabym go kupić.
Zatem zaczynam akcję:
"W wakacje będziemy znów razem. Już na zawsze"

ktoś się dokłada? dam nr konta :D

http://patrz.pl/filmy/laufer-i-wistra-653688


Dzień: 2010-02-18
Godzina 23:32:40



nie ma juz nas... zaluje, choc wiem - bylismy bez szans..
I stalo sie... Laufer sprzedany...
Pojechal do Sierczy... Boli, bardzo boli...
Tutaj flmik:


Wrzucam zalegle fotki z wizyty z Dawidem i Staszkiem (przedostatnia wspolna jazda...)






































































I Dawid z Kociakiem...




Dzień: 2007-10-10
Godzina 12:58:28



:)
A wiec... Jutro, razem z Davidoff'em i jego kumplem jedziem do stajni.
Beda fotki, wiec zamieszcze je tutaj ;)

A, zeby Wam nie bylo smutno, wrzucam... Swoja fotke




Dzień: 2007-08-11
Godzina 16:23:05



ojoj, dawno nie pisalam...
Ano... wzięło mnie i sobie przypomnialo, ze mozna sobie chorowac :|
U Ptysia bylam jakosik w polowie kwietnia, jednak na niego nie wsiadłam.
Pojeździłam na Gazelli.
W sumie bylo świetnie, gdyby nie to, że ona sie boi ścian ujeżdżalni.

Naprawde wyjazd był udany, bo byla ze mna cala ekipa :) Davidoff, Sis i Qudlaty, ktory ma na mnie focha nie wiem za co i nie kce mi fotek wyslac...




Dzień: 2007-06-03
Godzina 00:48:14



Pierwszy ujeżdżeniowy trening? :)
Taaaak!
13 stycznia razem z Ptyskiem mielismy pierwszy ujezdzeniowy trening.
Zmarzlam jak cholera, ale warto bylo...
I maly fotoreportaz (Dziekujemy Qudlaty :*)


Ja i moja Sis :*


Łezka i ja


Gazela i Łezka


Siodlarnia ;)


Taki maly kocurek tam byl!











A co to?


Daj konikowi buzi :D





Fotka z niesamowitym klimatem... o kim tak myślałam?
































A co tam jest?





I badanie Apacza przed kastracją...


Regulujemy strzemionka :D


Wrzucamy bety na Moje Szczescie :)


Znów regulacja strzemionek


Laguna sprawdza dlugosc, a ja zapinam sobie kask :D


Prawie jak jeździec :D


Ptysiek jeszcze przed spłoszeniem sie...


I po... Jadziu, trzymaj goooo!





Apacz juz lezy (fotograf przy kastracji, zamiast przy mnie. Nieładnie!)





Skracamy wodze i... pełne skupienie...


Ah, ta pięta w górze ;/





i galoooopem..


Prawie, jak zganaszowany koń. W kłusie.


Dalekoooo


Kłusem - Marsz!


I po jeździe... Uf...


Do siodlarni (swoją drogą - piekielnie ciężkie on to siodło ma :/)


Kochanie moje :*














Oczywiście, udało mi się ganaszować Ptyśka i chodził super impulsem od zadu.
Tylko akurat wtedy nie bylo przy mnie fotografa, bo kastracja ciekawsza.
A szkoda...


Dowiedziałam się jeszcze jednej rzeczy...
Moje szczęście jest na sprzedaż...
Mam nadzieje, że to nie był nasz pierwszy i ostatni trening...
Laufer...


Dzień: 2007-02-23
Godzina 19:23:19